czw, 13 marca 2014

Szkiełko, oko i igraszki

Słyszę, więc piszę. Blog Adama Grzybowskiego
Myśląc o przyszłości pamiętamy o przeszłości. Na II piętrze w sopockim magistracie Myśląc o przyszłości pamiętamy o przeszłości. Na II piętrze w sopockim magistracie fot.Adam Grzybowski

Z konkurentami na ogół się walczy. Zawzięcie i bezpardonowo. Ale wyjątkiem od reguły zdaje się być przedsięwzięcie pod nazwą Republika Sopot. Choć jego sztandarowym hasłem jest  „Miasto sopocian dla sopocian”, a język argumentów dość skomplikowany -  właśnie z tego źródła wpadła mi do skrzynki e-mailowej bardzo kolorowa, bogato ilustrowana informacja, nosząca nieco nudny tytuł: „Plan Strategiczny Miasta Sopotu na lata 2014-20”.

Nie szkodzi. Treść jest fantastyczna. Wynika z niej, że tylko patrzeć i pomiędzy  prastarym Gdańskiem, a futurystyczną Gdynią powstanie oaza szczęścia i pomyślności sopocian zdrowych i sprawnych, aktywnych i zaangażowanych. Miasto będzie zaś: 1.magnesem dla młodych, 2. dobrze skomunikowane, 3. atrakcyjne dla przedsiębiorczych.

Żeby nie wyglądało to jedynie na propagandę wiary w sukces, autorzy planu podkreślają, że: „Zaproponowane cele są synergiczne – to znaczy ich osiągnięcie będzie wymagało łączenia działań z różnych dziedzin. To wymaga współpracy, odpowiedzialności, obywatelskiego zaangażowania i holistycznego patrzenia na rozwój miasta”.           Czyli nie obiecują, że będzie łatwo, ale wspólnymi siłami, dobrą wolą i holi..., holi.... holi.... czymś tam da się góry przenosić i stworzyć nad Bałtykiem – tu jeszcze jeden cytat – „światowej klasy kurort”. Można więc wyrazić podziw dla sopockiego republikanina. Nie dość, że dotarł do tak uroczej wizji, to jeszcze reklamuje pracę innych, niż on autorów „synergicznych celów”.

Zagłębiając się w detale, gdyby kogoś na przykład ciekawiły aktualne efekty synergii w walce z hałasem, zanieczyszczeniami powietrza, niszczeniem okolicznych lasów, glonami na plaży itp.- wszystko przed nami. Póki co pani Elżbieta Turowiecka, naczelniczka Wydziału Inżynierii i Ochrony Środowiska bardzo chętnie udostępnia ksero „termometru hałasu”, z którego wynika, że najbardziej dokuczliwe są w mieście m.in. spychacze, kosiarki mechaniczne, windy, budziki i telefony. Odnosząc się zaś do innych szczegółów -  w sprawie śmietnika - ścieku w jarze przy Al. Niepodległości najlepiej pytać Dział Kanalizacji Zarządu Dróg i Zieleni, odnośnie zanieczyszczeń powietrza – zwracać się do Fundacji ARMAG, w kwestii czystości plaż - do Miejskiego Ośrodka Sportu i Turystyki, a ideę utylizacji glonów, którą zajmowano się jakiś czas temu, najlepiej objaśni prof. Grażyna Kowalewska z Pracowni Chemicznych. Zanieczyszczeń Morza. Instytut Oceanologii PAN.

Jako kolejnych rozmówców, umożliwiających wyrobienie sobie kompleksowego obraz środowiska naturalnego sopocian wskazana została także Marzenna Sztobryn z Biura Prognoz Hydrologicznych IMiGW w Gdyni oraz Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Gdańsku. Podobno ma najwięcej mocy sprawczych, żeby w Sopocie było ładnie, czysto i porządnie. Czyli, jak ongiś: ruhig und gemütlich.

Synergicznym efektem spotkania, które upłynęło w miłej i pełnej wzajemnego zrozumienia atmosferze była informacja, ze obecnie najwięcej troski przysparza Wydziałowi kwestia segregowaniem śmieci. Zaledwie 35 proc. mieszkańców korzysta z oddzielnych pojemników na papier, szkło i plastiki. Ale dzięki szeroko zakrojonej akcji edukacyjnej i z tym też będzie lepiej. 

Z całą pewnością nie są to czcze przechwałki. Pani Naczelniczka należy od wielu lat do  Stowarzyszenie Podróżników HORYZONT, które tak definiuje swoje zasady: „Dla nikogo nie jest tajemnicą, że o powodzeniu każdego przedsięwzięcia decydują przede wszystkim LUDZIE, którzy biorą w nim udział, ich poświęcenie, zaangażowanie, pasja tworzenia czegoś wspólnie. Jeżeli gdzieś, kiedyś zbierze się ekipa ludzi nadających na wspólnych falach, mających jakieś wspólne cele i umiejący z determinacją do owych celów dążyć, to z taką EKIPĄ przysłowiowe przenoszenie gór staje się niemal dziecinną igraszką.”

Jeśli więc właściwy człowiek jest na właściwym miejscu, jak tu nie być dobrej myśli?!

Adam Grzybowski

Tytuł zobowiązuje. Powinno więc być głównie o tym, jak odpowiadam, gdy mnie pytają: „co słychać?”. Czy jednak wystarczy zawierzyć jedynie własnym uszom?

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież