śr, 09 kwietnia 2014

Droga do Panamy

Kobieta w podróży. Blog Anity Demianowicz

- Wiesz, ja chyba jestem szalona? Nie chyba. Na pewno jestem. – Rzekłam do Szanownego Małżonka, gdy z buziami, skierowanymi ku słońcu, leżeliśmy na kocyku, w ogrodach Charlottenburg, łapiąc ostatnie wspólne promienie. Do odlotu zostały trzy godziny.

– Czemu tak uważasz? – Zapytał.

 – Jak pomyślę, co ja zrobiłam ponad rok temu, to sama w to nie mogę uwierzyć i aż skóra mi cierpnie. Pojechać samej, pierwszy raz i od razu na tak długo i do takich krajów?! Mogłabym przecież najpierw sprawdzić się i pojechać samej np. na dwa tygodnie do Tajlandii. Tam wszyscy jeżdżą. To ponoć „przedszkole” dla zaczynających podróżować. A ja zamiast przejść normalna edukacyjną drogę, to od razu skoczyłam na „studia”. Żeby tak bez języka i to jeszcze na prawie pięć miesięcy. Co, by kto nie mówił, to mi, w tej chwili, gdy o tym pomyślę, w głowie się to nie mieści.

Małżonek od zawsze mi mówi, że moje motto życiowe to „Wszystko albo nic”. Coś w tym chyba jest.

– No, ale chyba dobrze ci to zrobiło? – Bardziej stwierdził niż zapytał.

– Oczywiście, że dobrze. Nie ma wątpliwości, ale wciąż nie mogę w to uwierzyć, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że w tej chwili, wyjeżdżając po raz kolejny już sama, na dłuższy czas, ze znajomością języka i jako tako regionu, wciąż mimo wszystko mam pietra. Co ja sobie wtedy myślałam, to nie mam pojęcia! Może jednak nie polecę tym razem?

***

Lecę, nie lecę. Lecę, nie lecę. Jak myślisz? Polecę czy nie? Od rana wrzało w mediach o strajkach w Lufthansie. Wyjątkowo nie leciałam tą linią, ale niepokój i tak czaił się gdzieś w zanadrzu. A może to była delikatna nadzieja, że jednak odwołają mój lot i nie polecę, tylko będę mogła zostać z mężem, z którym rozstanie coraz trudniej mi przychodziło. Znów dobijała się do mnie obawa, że sobie nie poradzę, że się nie dogadam.

– Polecisz, polecisz. Dlaczego miałabyś nie? – Uspokajał Małżonek.

Na bramkach odprawy tłoku nie było. Spojrzałam na bilet, wyszukując numeru lotu. Rzut oka na tablicę odlotów pozwolił mi stwierdzić, że mojego lotu na tablicy brak. Samolot o 19.25 do Panamy nie istniał. Mają rację, ci co przestrzegają, przed „krakaniem”: „Kracz, kracz, to sobie wykraczesz”.

Po chwili na tablicy pojawił się inny samolot do Panamy, wylatujący o innej godzinie i o innym numerze. Nie pomogły telefony do pośredniczącego w sprzedaży biletów. Ważył się los mojej podróży. Zmartwienia okazały się jednak zbyteczne. Nikt nie krzywił się, że miałam wydrukowany inny numer i inna godzinę. Wszystko się zgadzało. Po pięciu godzinach byłam już w Madrycie.

– Zamiast spać na lotnisku, tym razem zarezerwujemy ci hostel. – Zadecydował Małżonek, głosem nieznoszącym sprzeciwu.

Długo nie protestowałam. Hostel miał znajdować się około dwóch kilometrów od lotniska. Podejrzewałam, że taksówka będzie słono kosztować. 

–Trzydzieści dolarów?! – Powstrzymałam się przed wrzaśnięciem. – Tak drogo? A da się na piechotę? To tylko dwa kilometry.

Była dwudziesta trzecia, ale w Madrycie było ciepło, mimo wiosennych deszczy. Miałam nawet ochotę się przejść, zwłaszcza, że byłam pozbawiona dużego plecaka. Z podręcznym wędrowało się całkiem wygodnie.

– Można metrem pojechać – powiedział młody chłopak, pracujący przy taksówkach. – Będzie dużo taniej. To zaledwie jeden, dwa przystanki. Zapytaj na dole. – Dopowiedział, wskazując kierunek, w którym powinnam się udać.

W metrze nie było jednak żadnego pracownika. Zaczepiona młoda para nie bardzo wiedziała, gdzie znajduje się zarezerwowany przeze mnie hostel. Za to wracająca z pracy stewardessa, okazało się, że mieszka w jego pobliżu.

– Trzymaj się mnie – zaordynowała.

Przed dwudziestą czwartą dotarłam do hostelu. Byłam w nim chyba jedynym gościem. Co za luksusy stwierdziłam, przypominając sobie swój nocleg na lotnisku w Huston. Wtedy wzięła górę nie tyle, co oszczędność pieniędzy, ile obawa, że nie będę w stanie dotrzeć z lotniska do hostelu i z powrotem. Tym razem tego strachu nie było. Zamiast metalowych ławek, miałam wygodne łóżko z pościelą, które składało obietnicę, że do Panamy dotrę nieco bardziej wypoczęta niż za pierwszym razem, gdy jechałam do Ameryki Środkowej.

– Czy na terminal czwarty można dotrzeć na piechotę? – Zapytałam z rana panią w recepcji.

Na zewnątrz świeciło słońce. Po deszczu poprzedniego dnia nie było śladu.

– Na czwarty to akurat nie. – Kobieta w recepcji zrobiła zmartwioną minę.

– Ja mogę panią podrzucić. – Wtrącił mężczyzna, na oko koło sześćdziesiątki.

– A, ile to będzie kosztowało? – Dopytałam, wiedząc, że za niecałe pięć euro mogę dojechać metrem.

– Nic. – odpowiedział i z czarującym uśmiechem dopowiedział: – Jak można nie pomóc komuś z takimi pięknymi oczami.

A mi przez głowę .. CZYTAJ DALEJ

Komentarze   

0 # Samantha 2018-05-04 23:04
We're a group of volunteers and starting a new scheme in our community.
Your web site offered us with valuable info to work on. You've done a formidable job and our
whole community will be thankful to you.

My weblog; chocolate: liftheightinsoles.com
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Wade 2017-08-25 20:32
hi!,I love your writing very much! share we be in contact extra approximately your post on AOL?
I require an expert in this space to solve my problem.
Maybe that is Can you grow taller with
exercise?: sloppyrubbish2191.snack.ws/... / Having a look forward to look you.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Hortense 2017-08-24 10:02
Thanks for one's marvelous posting! I definitely enjoyed
reading it, How can you get taller in a week?: apoloniaMayall.jimdo.com/.../. ..
may be a great author. I will make certain to bookmark your blog and will often come
back down the road. I want to encourage yourself to continue your great posts, have a nice morning!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
0 # Chloe 2017-07-31 11:35
Nice post. I was checking constantly this weblog
foot pain goes away and comes back; maxinemyslinski .hatenablog.com : .../28, I'm inspired!
Very useful info specifically the final phase :) I deal
with such information a lot. I used to be seeking this particular information for a long time.
Thank you and best of luck.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież