śr, 25 czerwca 2014

Gdańskie rewitalizacje

Retrospektywa. Blog Jana Daniluka
Czy naprawdę mamy do czynienia z "rewitalizacją Dolnego Wrzeszcza"..? Czy naprawdę mamy do czynienia z "rewitalizacją Dolnego Wrzeszcza"..? Fot. J. Daniluk

Na przełomie maja i czerwca miała miejsca kolejna edycja festiwalu Streetwaves. Po jego zakończeniu przez media przewinęła się dyskusja dotycząca rewitalizacji gdańskich dzielnic, a dokładniej jednej z nich - Dolnego Wrzeszcza. Pretekstem do tego był incydent, jaki miał miejsce podczas jednej z imprez, właśnie na "rewitalizowanej" ulicy Wajdeloty. Tymczasem pod pewnym względem zbliżający się wielkimi krokami XVII Międzynarodowy Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych FETA! daje pretekst, by raz jeszcze powrócić do tematu rewitalizacji dzielnic naszego miasta.

Na początek przypomnę tylko, co się wydarzyło podczas Streetwaves we Wrzeszczu - 31 maja doszło niespodziewanie do interwencji policji. Została ona wezwana przez okolicznych mieszkańców, niezadowolonych lub/i zaniepokojonych zgromadzeniem się kilkuset osób na spokojnej imprezie przy rondzie na ul. Wajdeloty (przed - wreszcie! - nowym klubem w tej części miasta). Zabrakło informacji, wyczucia ze strony służb, które ewidentnie zareagowały nieadekwatnie do sytuacji. To w największym skrócie. Smutna konkluzja była (i jest) następująca: Dolny Wrzeszcz ożywia się sporadycznie, od wielkiego dzwonu. Rewitalizacja (w takim wymiarze, tj. imprezy współfinansowanej przez miasto) omija w dużym stopniu mieszkańców tej dzielnicy, albo przynajmniej jest im obca. Incydent ten można potraktować jako symptomatyczne wydarzenie, sygnalizujące istniejący problem z rewitalizacjami. Uwagę na to zwróciło kilku publicystów i komentatorów na początku czerwca (wystarczy poszukać, nawet w Internecie, do czego zachęcam).

Od dawna także i ja mam problem z gdańskimi rewitalizacjami. Moim zdaniem jest to pojęcie w naszym mieście nadużywane. Oczywistym jest, że wyremontowanie nawierzchni drogi, postawienie nowych ławek, lamp czy śmietników nie można uznać za rewitalizację. I przynajmniej w teorii władze miejskie to wiedzą. Na stronie Referatu Rewitalizacji Wydziału Architektury, Urbanistyki i Ochrony Zabytków UM Gdańsk można znaleźć ładną definicję tego procesu, a także (podążając za jego wytycznymi), szereg dokumentów opisujących realizowane i planowane przedsięwzięcia. Nie zmienia to jednak faktu, że w większości wypadków efektów działań o charakterze społecznym (integralnego elementu każdej rewitalizacji) po prostu nie widać. Dla porządku dodam, że obecnie w Gdańsku mamy do czynienia (lub będziemy mieli...) z sześcioma projektami rewitalizacji dotyczącymi sześciu różnych dzielnic i osiedli: poza wspomnianym Dolnym Wrzeszczem, także Dolnym Miastem, Orunią, Nowym Portem, Biskupią Górką i Letnicą. Pewnym wyjątkiem w moim odczuciu jest to, co się dzieje obecnie na Dolnym Mieście, a w ograniczonym zakresie w Nowym Porcie. Ale Dolny Wrzeszcz? A Letnica? Dla mnie ta ostatnia, proszę Państwa, to taka "rewitalizacyjna wydmuszka". Niestety.


Po spędzeniu paru godzin na lekturze dokumentów, opisów planów rewitalizacji poszczególnych dzielnic, załączników itp. zadałem sobie przewrotne pytanie, czy w Gdańsku można odnaleźć jednak jakiś przykład udanych (już w dużej mierze zakończonych) działań o charakterze rewitalizacyjnym..?Wydaje mi się, że... jednak tak. I tu powracamy do wspomnianego na początku festiwalu FETA! Tegoroczna edycja tego festiwalu odbędzie się w nowych dwóch miejscach: na Górze Gradowej i dawnym Placu Zebrań Ludowych. Ten pierwszy obszar w dosłownym tego słowa znaczeniu był przez dekady zdegradowany i zapomniany, choć leży przecież w centrum Gdańska. Mieściła się tu po wojnie  m. in. tzw. komunistyczna zagłuszarka Radia Wolna Europa (to właśnie od końca lat 50. ub. w. wzgórze było znów zamknięte dla postronnych, co zapoczątkowało "znikanie" tego obszaru ze świadomości mieszkańców, a tym bardziej turystów). W przypadku Góry Gradowej można mówić wręcz nie o "ożywieniu" (rewitalizacji), lecz "wskrzeszeniu" z niebytu. Co ciekawie, projekt adaptacji części dawnych fortyfikacji na nowe cele, a przy okazji ich zabezpieczenie, oczyszczenie terenu, nadanie nowych funkcji (rekreacyjnych, edukacyjnych, społecznych), nie był w ogóle określany ani razu jako "rewitalizacja". Chyba akurat niesłusznie.


W przypadku Góry Gradowej, choć można dyskutować nad pojedynczymi założeniami dotyczącymi obecnego kształtu działającego tam Centrum Hewelianum oraz planowanych przedsięwzięć, udało się. Ożywiono wcale niemały kawałek naszego miasta. Festiwal FETA! jest kolejnym etapem tego procesu. Oczywiście, było to relatywnie łatwiejsze, niż w wymienionych dzielnicach - na terenie Góry Gradowej (prawie) nikt nie mieszkał. Ale mimo wszystko - to cenny przypadek i podnoszący (przynajmniej mnie) na duchu. Można? Można!


Mam nadzieję, że - podążając za myślą jednego z publicystów i lokalnych działaczy, Piotra Dwojackiego - przyjdzie niedługo czas, kiedy działania o charakterze społecznym (jeden z integralnych elementów rewitalizacji) zaczną być widoczne chociażby w Dolnym Wrzeszczu. Póki co jednak rewitalizacje gdańskie w moim odczuciu to jedynie inwestycje w infrastrukturę. Jeśli mamy tylko na tym poprzestać, to nie nazywajmy tego rewitalizacją...

 

Jan Daniluk

Z pasją o historii i o współczesności

Komentarze   

+1 # Łukasz 2014-08-26 09:03
Miałem radość i przyjemność brać udział w kilku rewitalizacjach.
Patrzyłem z bliska na to fascynujące zjawisko gdzie przeplata się wiele wymiarów miasta.

Mam wrażenie, że nie da się ustalić dobrej recepty na rewitalizację, albo inaczej, receptą jest bycie otwartym na wszelkie sygnały dochodzące z rewitalizowanej tkanki i nieustanna gotowość integrowania i wzmacniania pracy grupowej.
Często wbrew odruchom tej "tkanki".
Na Dolnym się udało. Wbrew początkowemu oporowi mieszkańców i mimo utrudniających ruchów urzędników wyższego i najwyższego szczebla.
To bardzo cieszy.

Aha i chciałem dodać, że zupełnie innym przypadkiem jest część Ołowianki - to bardzo udana rewitalizacja.

Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
+1 # Jeremi 2014-08-04 15:17
Zgadzam się. Rewitalizacja to nie tylko inwestycja w infrastrukturę i remonty fasad. To długi proces przebudowy lokalnej społeczności, "uruchamiania" jej, integrowania. By dowiedzieć się jak to działa, wystarczy podjechać do Lubeki. Tam proces rewitalizacji starego miasta trwa od 25 lat. Można też wpaść do pierwszej stolicy Portugalii.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież