pon, 08 grudnia 2014

Via Carpathia, czy nam jej potrzeba?

Blog Leszka Szmidtke

Głosy oburzenia (głównie politycznego) zabrzmiały, gdy Parlament Europejski (w tym głosami europosłów PO) nie poparł projektu umiędzynarodowienia i uatostradowienia połączenia drogowego Via Carpathia. W największym skrócie: z litewskiego portu w Kłajpedzie droga miałaby prowadzić właśnie przez Litwę, później przez województwa wschodniej Polski aż do rumuńskich portów nad Morzem Czarnym, a nawet do jednego z greckich portów. Bez wątpienie inwestycja bardzo potrzeba tzw. Ścianie Wschodniej, zachodniej Białorusi i litewskiej Kłajpedzie.

Dla Litwy, a szczególnie wymienionego portu byłby to „złoty deszcz”. Tak samo prawdopodobnie zyskałby na tym Białystok i Rzeszów, ale nie Gdynia i Gdańsk. Nasze porty od niedawna mogą konkurować z portami holenderskimi i niemieckimi w zaopatrywaniu regionów południowej Polski. Infrastruktura drogowa od niedawna przestała być „piętą Achillesa” (jest jeszcze kilka innych „pięt” – w tym kolejowa). Dużego znaczenia nabiera przeładunek towarów kierowanych nie tylko do wschodnich województwa, ale też do wschodnich sąsiadów Polski. Dlatego mniej się dziwię przedstawicielom tamtych województw (czy to w PE, czy gdzie indziej).

Dużo bardziej jestem zdziwiony głosami z naszego regionu optującymi za tą trasą. Co gorsza kolejny raz problem merytoryczny stał się problemem merytorycznym. Nie dyskutuje się co dane rozwiązanie przyniesie i komu, a równocześnie ile będzie kosztowało, kto zyska i kto straci? Dyskusja pełna emocji polega na tym, że przedstawiciele jednej partii są za Via Carpathia, a innej partii tego pomysłu nie popierają. Dziwnie brzmią argumenty jednego z europosłów: „Jesteście z Polski. Jesteście Polakami”. Równie dobrze w równie emocjonalnym przemówieniu można powiedzieć, że ktoś kto działa na niekorzyść polskich portów nie jest prawdziwym patriotą….

Tymczasem to trzeba policzyć i być może okaże się, że zyski z danego połączenia będą większe niż straty jakie poniosą nasze porty i nasza gospodarka. Jesteśmy już na takim etapie gdzie trzeba siadać do dyskusji z kalkulatorem, pamiętając równocześnie o otoczeniu. Takie sprawy są wypadkową korzyści i strat poszczególnych regionów, grup zawodowych, społecznych, czy firm i dlatego należy podejść na chłodno. Jeden czy drugi europoseł może do tego podchodzić gorączkowo i traktować niemal jak swoje dziecko.

Jednak dla innych to może być szkodliwe. Oczekuję więc rzetelnej dyskusji o takich inwestycjach, nie tylko dlatego że będą także finansowane ze środków publicznych (część trasy istnieje bądź jest w planach). Jeżeli mają oznaczać dla mnie lub dla mojego regionu straty to po pierwsze chcę je znać, po drugie wiedzieć kto na tym skorzysta, a po trzecie jakie będą zyski dla innych. Nie interesują mnie ekscytacje w momencie gdy nie ma poważnych argumentów.

Ponieważ coraz częściej będą miały miejsce podobne sytuacje oczekuję, że nasi politycy szybko wypracują sposób osiągania consensusu. Powoli kończy się czas łatwych unijnych pieniędzy i pora znaleźć sposób w jaki będą dzielone krajowe środki. Ich jak łatwo się domyślać zawsze będzie za mało.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież