wt, 03 lutego 2015

Polskie Nagrania, polskie dźwigi

Blog Leszka Szmidtke
Polskie Nagrania, polskie dźwigi Fot. freeimages.com

Pełne oburzenia teksty w internecie, a szczególnie na popularnych portalach społecznościowych po zakupie wytwórni Polskie Nagrania przez Amerykanów budzą zainteresowanie... głównie z powodu hipokryzji. Owszem, niegdyś była to jedyna w Polsce Ludowej wytwórnia płytowa, owszem najstarsza, owszem nagrywała niemal wszystkich i ma wspaniałe archiwa. Jednak od tamtego czasu minęła epoka, a nawet kilka epok.

Przecież już w "ludowej rzeczywistości" pojawiła się konkurencja. Pomijam, że technologie nagrań zmieniły się w tzw. międzyczasie kilkukrotnie.

Rad bym się dowiedzieć, czy najwięksi obrońcy Polskich Nagrań w ostatnich kilku latach kupili jakąkolwiek płytę wytwórni? Wydaje mi się, że nie. Nie jestem również pewien, czy kiedykolwiek jakąś kupili. 8 mln 100 tys. złotych, bo za tyle Warner Music Poland kupił wspomnianą firmę, nie wydaje się być wygórowaną ceną. Nie o cenę tu jednak chodzi, albo też jest ona na dalszych planach. Oburzają się liczni, że "narodowe dobro" kupili Amerykanie. Trzeba od razu wyjaśnić, że nie kupili praw do zgromadzonych w archiwach nagrań, bo te trafiły do Narodowego Archiwum Cyfrowego. Kupili firmę, która jest w marnej kondycji i której praktycznie nikt nie chciał (to był trzeci przetarg). W niedługim czasie przekonamy się pewnie, czy mają pomysł na reaktywację Polskich Nagrań.

Na gdańskim podwórku mamy podobną sytuację. Jak podaje Dziennik Bałtycki na ratowanie stoczniowych dźwigów zebrano 10 zł! Pomijam koszt budowy ECS (znacznie przewyższający koszt zakupu i wieloletniego utrzymania wszystkich dźwigów), ważniejsze jest, kto się dołożył, a kto nie. Jeżeli Fundacji Gdańskiej udało się zebrać 10 zł to oznacza, że wpłaciła jedna osoba. Raczej nie był nią Paweł Adamowicz (a jeżeli był, to kwota nie rzuca na kolana), ale też zapewne nie był to Lech Wałęsa, Bogdan Lis, Andrzej Jaworski, Janusz Śniadek, Jacek Kurski, Donald Tusk, ani też żaden z obrońców „historycznego dziedzictwa”.

Łatwo krzyczeć „ratujcie!”, łatwo obiecywać (tak jak to robił P. Adamowicz), ale za słowami rzadko idą czyny. Nie jest to jedyny przypadek, kiedy rzesze obrońców pojawiają się, gdy przychodzi do protestów, ale szeregi się przerzedzają, kiedy pora zaangażować osobisty czas i pieniądze. Innymi słowy, "niech ktoś da": da miasto, da państwo, dadzą inni.

Niestety większość protestów tak u nas wygląda. Podobnie jest w przypadku planów zagospodarowania przestrzennego. Kiedy np. w Gdańsku lub Gdyni takie plany są wykładane do zaopiniowania, niewielu mieszkańców przychodzi (a to najlepsza pora do zgłaszania zastrzeżeń). Dopiero gdy ma powstać w danym miejscu jakaś inwestycja (stacja benzynowa lub sklep), słychać i widać protestujących. Owszem należy zapytać, czy samorząd zrobił wszystko, żeby informacja o planach lub inwestycjach na czas dotarła do sąsiadów, ale to bardziej zależy od lokalnych zwyczajów niż od prawa. Jeżeli prezydent, burmistrz lub wójt zostanie „przymuszony” do takich zachowań przez mieszkańców, to staną się one praktyką. Tymczasem dla jednych i drugich wygodniejszy jest układ, gdy obywatele zabierają głos raz na cztery lata. Nawet tzw. ruchy miejskie poza okresem wyborczym niewiele mają do zaproponowania.

Każdy chciałby wydawać polecenia, ale do realizacji konkretnych prac niewielu jest chętnych. Tymczasem żadna armia nie istnieje bez podoficerów i szeregowców. Sami generałowie wojen nie wygrywają.

Komentarze   

+1 # Wojciech 2015-02-05 12:33
Panie Leszku, cenię Pańskie zdanie i niezależnośc myślenia, ale w przypadku omawiania sprzedaży "Polskich Nagrań" - muszę stwierdzić, że rozminął się Pan z prawdą, pisząc, ze MAmerykanie "nie kupili praw do zgromadzonych w archiwach nagrań, bo te trafiły do Narodowego Archiwum Cyfrowego. Kupili firmę, która jest w marnej kondycji i której praktycznie nikt nie chciał (to był trzeci przetarg)". Gdyby tak rzeczywiście było, nie byłoby problemu. Ale jest jednak zupełnie inaczej. Do NAC trafiły tylko oryginalne taśmy,ale wszelkie prawa producenckie do wszystkich nagrań archiwalnych PN zostały właśnie sprzedane i to one są najcenniejsze w majątku PN, czego zresztą wcale nie ukrywa nabywca. Nie był on też jedynym zainteresowanym , ale próby nawiązania wcześniejszych rozmów z Ministerstwem Kultury w tej sprawie przez polskiego oferenta nie przyniosły żadnych rezultatów.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież