czw, 16 kwietnia 2015

Finansowanie partii

Blog Leszka Szmidtke
Finansowanie partii Fot. wikipedia.org/ Wiki Commons/CC

We Włoszech postanowiono zmodyfikować system finansowania partii politycznych. Ugrupowania miałyby być finansowane bezpośrednio przez obywateli. Włosi mogliby przeznaczać na ten cel 2 promile ze swoich podatków. Tak miało być, ale czy będzie, nie wiadomo. Na 30 mln podatników, tylko 16 tysięcy zdecydowało się na taki krok.

Włoskim politykom chyba bieda nie zajrzy w oczy - do tej pory byli jednymi z lepiej opłacanych w krajach Unii Europejskiej. Na pierwszy rzut oka klęska. Tylko nie wiadomo, dla kogo bardziej: czy polityków, czy może systemu finansowania politycznych ugrupowań? Może nie trzeba z niego zrezygnować, a wystarczy wprowadzić pewne poprawki? Nie jest to tylko przejaw braku zaufania ze strony obywateli - wyborców. Niestety nie daje odpowiedzi na pytanie, jakie wprowadzić zmiany w polityce? Swoiste wotum zaufania bez elementu konstruktywnego.

Tyle o Włoszech, zejdźmy zatem na poziom krajowy. Obecnie polskie partie polityczne są finansowane z budżetu, żeby to było możliwe, muszą przekroczyć w wyborach pewien próg (niższy niż próg wyborczy) i prowadzić zgodną z prawem politykę finansową. Znany jest przypadek PSL, które wskutek banalnego błędu musiało się pożegnać na kilka lat z dotacjami. Ten system jak każdy inny ma swoje plusy i minusy. Może i chroni lub ogranicza wpływy tzw. czynników zewnętrznych: różnego typu grup lobbingowych oraz innych, zorganizowanych i zasobnych w pieniądze zespołów gotowych finansować te partie, które będą realizowały ich oczekiwania. Ważny argument, ale innych, pozytywnych trudno się doszukać. W zasadzie "czy się stoi, czy się leży, dotacja nam się należy".

Może zatem warto wprowadzić nową kategorię do PIT-ów? Możliwość obecnego odliczania na organizacje pożytku publicznego uczynić obligatoryjną dla wszystkich podatników i włożyć do tej szuflady opp oraz partie polityczne? Oczywiście, wtedy nie byłby to jeden procent, a ileś tam promili. Powszechność z pewnością rekompensowałaby tę obniżkę. Niech politycy się ścigają z organizacjami różnego typu o pieniądze obywateli. Czy politycy umarliby z głodu? Nie sądzę. Zasiadający w parlamencie otrzymywaliby wynagrodzenie (jakiej wysokości to inna sprawa), ale już partie musiałyby przekonywać do siebie nie tylko raz na cztery lata. Taki system trzeba by uszczegółowić, żeby wykluczyć np. wpływ jednego, zamożnego środowiska. Byłoby to jednak bardziej sprawiedliwy system niż obecny. Na pewno wyszedłby też na korzyść organizacjom pożytku publicznego, które byłyby alternatywą nie tylko w zdobywaniu pieniędzy, ale również w realnej trosce o obywateli - płatników. Bez wątpienia takie posunięcie wymagałoby odwagi i to nie tylko odwagi politycznej. Idę o zakład, że pierwsze lata byłyby bardzo "chude" dla partii politycznych, ale też pokazałoby (lepiej niż jakiekolwiek sondaże), jaka jest rzeczywista popularność i wartość partii. Wszak najlepszym kryterium zaufania jest odpowiedź na pytanie - "komu byś powierzył swoje pieniądze".

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież