wt, 03 listopada 2015

Szwajcaria (cz. 6) miasteczka małe i mniejsze po raz drugi- Sierre

Z wąsem przez świat. Blog Piotra Markiewicza

Zmienili czas, zrobiło się ciemno, ponuro i do wiosny daleko a tu miasto do opisu - kolejny dzień krążę nad klawiaturą - ale dosyć .
Wracamy do (prawie) pięknych, wrześniowych dni w Szwajcarii
Miała być tak słoneczna pogoda do piątku ...
A tu deszcz i chmury - to może wypocznę, bo odkąd przyjechaliśmy jeszcze dnia na złapanie oddechu nie było.
Chłopcy szaleją po naszym apartamencie jak "pijany zając w kapuście" i, przyznam, że mnie też energia rozpierała.
Muzea w Sion - pierwsza myśl - nie drogie i mają zasób. Rozmyślam spokojnie, czytając sobie jak co dzień (tak książkę) i zerkając za szybę.
A tu coraz jaśniej, choć słońce nie bardzo chce wyjść.
Nie no kurczę zaplanowałem podróż i w nosie mam pogodę!


Przy takiej aurze zbieranie do wyjazdu zajęło więcej czasu - jemy obiadek i brykamy!
Kierunek na Sierre - niby 25 km a, jak się okazało , na inną płaszczyznę szwajcarskiego bytu.
Katulamy się, przecierając szybę samochodu wycieraczkami- w końcu autostrada spokojna, jak zawsze w Szwajcarii.
Lekka mżawka ustaje - ha!
Odbijam na zjeździe do Sierre, choć krzyżówki kuszą różnymi atrakcjami.
Jedziemy głównym traktem i po lewej widzę, że tam muszę być...
Strzelista wieża bije urokiem i wyzywa swoim położeniem - dobra - ja cie znajdę kochana.



Kręcę się trochę po mieście, szukając miejsca postoju na powierzchni, ze skutkiem żadnym, niestety - zbita w miarę zabudowa, troszkę inne odczucia jak ze Sion czy Martigny.
Parking podziemny pod szwajcarską sieciówką "Coop" za groszaki - łykam taką propozycję.
Uderzamy po pamiątki dla najbliższych do supermarketu - zainteresowała mnie witryna z przekąskami słodkimi i kanapkami- prawda że smakowicie to wygląda??





To jest właśnie Szwajcaria - tu nawet przekąski muszą mieć "poziom" i wygląd.

Wyłazimy na świat - o ja!!!
Lustruje ciekawie budynki dookoła - ciekawie to wygląda a nieopodal ratusz i fontanna.





Już piszę skąd się wziął pomysł na wyprawę- Sierre , jako jedno z 3 miast w Szwajcarii oficjalnie używa dwóch urzędowych języków - francuskiego i niemieckiego, miasto leży na oficjalnej granicy wpływów niemieckojęzycznych i francuskojęzycznych.
I faktycznie może nie ma jakiś szałowych różnic, ale czuje się inny klimat architektury. Może też i położenie w fantastycznej dolinie nadaje tego "ach".
Przepiękne widoki na szczyty otaczające z każdej strony to małe miasteczko.



Deptamy powolutku uliczkami - główna aleja, jak w większości miast Szwajcarii, ładnie obsadzona drzewami.



Znalazłem jeden wyznacznik między strefą niemiecką a francuską - otóż zauważyłem kiosk, identyczny jakie widziałem w Zurychu czy Lucernie, za to żadnego w Martigny czy Sion.
No, ale obiecałem sobie, że zobaczę czego zwieńczeniem jest wieża, która nieśmiało wychylała się spośród koron drzew.
GPS w głowie włączony i ruszamy na oślep wiedząc jedynie mniej więcej, z której strony obiekt był.



Mijamy mały kościółek, który przypomina te z Lucerny - serio po kilku dniach w strefie francuskiej i ubiegłorocznym wyjeździe do strefy niemieckiej można swobodnie zauważyć delikatne niuanse, na które miały wpływ jakże odmienne kultury.



Dookoła piękne winnice kuszące dojrzałymi gronami - mijamy winiarnię i jest akurat degustacja, ale jakoś nie mam ochoty na wino i to był błąd - bo mijaliśmy jedną ze słynniejszych winnic w okolicy, ponoć wartą grzechu.



Zastanowiły mnie ciekawe instalacje na szczytach - doczytuje potem, iż sa to instalacje na trasie kolejki Montana-Vermala - najdłuższa kolej linowo - terenowa na świecie, ponoć najładniejsza trasa w Alpach Berneńskich (pomijając tą część Alp i tak najpiękniejszy (w Szwajcarii) na razie jest wjazd na Pilatusa).



Uwierzcie, tyle nowych rzeczy się dowiedziałem pisząc dla was o tej podróży że chyba i 2 tygodnie by było mało, chcąc wszystko zwiedzić i z wszystkiego skorzystać.
Tymczasem zaczynamy zejście ze szczytu (okazuje się, że jest krótsza droga - którą wrócimy).  Dużo ładniejsza okolica niż Sion - mi się bardziej podobało - niby tylko 25 km, a jednak!



Okazuje się, iż wieża jest częścią kompleksu Château Mercier, używanego obecnie jako luksusowy hotel (doba kosztuje 220 franków za osobę). Witają nas budynki gospodarcze utrzymane w stanie bardzo dobrym i widać, że do dziś używane.





Po wejściu na dziedziniec po prawej wita nas potężna woliera z pawiami (i nie tylko) - ale jakieś te pawie zmizerniałe niestety.



Jak na każde zamczysko przystało jest i niewielka oranżeria - coś tam niby w doniczkach stało ale ciężko powiedzieć co.



Bolek zainteresowany ptaszyskami, to my z Piotrem ruszamy na obchód posiadłości - wskazówki sugerują jeszcze, że na terenie są akwaria - ale okazało się, że zamkniete na amen więc nici z oglądania. Cisza i spokój w zamkowym parku - a park francuski, poprzetykany skupiskami kwiatów.



Dochodzimy do obrzeża i znów wielka winnica zapraszająca na ucztę - pozwalam Piotrkowi się poczęstować. Okrążamy budynek jednocześnie dokumentując panoramę tego sympatycznego miasteczka (naprawdę polecam pełną galerię na końcu tekstu).
Jest nawet wzgórze kształtem podobne do wzgórz Sion.



Piotr zachwycony psami pilnującymi sadzawki a podwórza lustruje Madonna pod gwiazd stelażem (genialnie to wygląda na żywo - polecam).





Coś pięknego i magicznego jest w tym kompleksie zbudowanym przez jednego z bardziej zasłużonych ludzi tak dla Wallis jak i Sierre - Jean-Jacque Mercier-de Molin.
W życiu - powiedziałbym iż obiekt został zbudowany przed wiekami, a powstał w w latach 1906-1908. Oryginalnie zamek nazywał się Pradegg (niestety nie znalazłem żadnego tłumaczenia ani synonimu), ale kiedy rodzina przekazała go jako darowiznę na rzecz miasta Sierre, wdzięczne władze miasta nazwały zamek nazwiskiem fundatora i wmurowały tablicę pamiątkową (żonę tez uwzględnili).



Jeszcze raz spoglądamy na ten piękny pałac (ła-fotka wyszła nie gorsza, niż większość w necie zrobionych przez fachowców).



Idziemy inną drogą, jak się okazuje dużo krótszą, ale za to bardziej stromą. Oczywiście wiedzie między malowniczymi winnicami Sierre. Jeszcze jeden budynek zainteresował mnie kolorystyką - ale nie mam pojęcia czy to zwykły blok czy jakiś obiekt użyteczności publicznej.





Wszyscy zadowoleni, że jednak mimo dZdżystego poranku udało się zrealizować kolejny punkt zaplanowany na tą eskapadę po kraju sera i czekolady...
A niedługo ostatnia zapora i będziemy się żegnać z Konfederacją Helwetów.

Obiecana galeria z panoramą Sierre.

Zapraszam do polubienia na Facebooku "Z wąsem przez świat", aby być na bieżąco.

Do napisania.

Piotr Markiewicz

Nazywam się Piotr Markiewicz vel Piotr z Anglii - skończyłem 33 lata. Podróżuje, prowadzę dom i hodowlę krewetek ozdobnych z dwoma synami Bolkiem (2 lata) i Piotrem Juniorem (3 lata 5 miesięcy) - ogólnie prowadzimy trochę inny tryb życia niż nasi znajomi - uprawiam ogród, nie mam telewizora i trzymam się jak najdalej od standardów zachowań (w dobrym tego słowa znaczeniu) . Ukończyłem przemyską PWST na kierunku Politologia - specjalizacja Polityka Regionalna - licencjat. Aby być na bieżąco, zapraszam na mojego Facebooka Aby być na bieżąco zapraszam na stronę facebooka https://www.facebook.com/Z-w%C4%85sem-przez-%C5%9Bwiat-486200274872890/

Czytaj więcej: http://markiewicz.radiogdansk.pl/index.php/blogerzy/piotr-markiewicz

 

Nazywam się Piotr Markiewicz vel Piotr z Anglii - skończyłem 33 lata. Podróżuje, prowadzę dom i hodowlę krewetek ozdobnych z dwoma synami Bolkiem (2 lata) i Piotrem Juniorem (3 lata 5 miesięcy) - ogólnie prowadzimy trochę inny tryb życia niż nasi znajomi - uprawiam ogród, nie mam telewizora i trzymam się jak najdalej od standardów zachowań (w dobrym tego słowa znaczeniu) . Ukończyłem przemyską PWST na kierunku Politologia - specjalizacja Polityka Regionalna - licencjat.  Aby być na bieżąco, zapraszam na mojego Facebooka Aby być na bieżąco zapraszam na stronę facebooka https://www.facebook.com/Z-w%C4%85sem-przez-%C5%9Bwiat-486200274872890/

Czytaj więcej: http://markiewicz.radiogdansk.pl/index.php/blogerzy/piotr-markiewicz

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież