czw, 09 października 2014

Chłopaki nie sprzątają

Opinie, pochwały, krytyki, banały. Blog Roberta Zawady
remekdabrowski.pl remekdabrowski.pl R. Dąbrowski

Dziękować Bogu, że mamy takich ludzi jak abp Gądecki! Przez tyle lat żyłem w nieświadomości. Byłem wykorzystywany i dyskryminowany. W końcu pan abp otworzył mi oczy. Co za ulga. Moje życie wkrótce diametralnie się zmieni. Wszystko za sprawą wywiadu, jakiego duchowny udzielił jednej z gazet. Ten wysokiej rangi przedstawiciel kościoła, a więc w naszym kraju osoba bez wątpienia autorytatywna, powiedział między innymi taką oto mądrość: „Niektórym rodzicom podoba się uczenie chłopców, że winni po sobie sprzątać, a nie czekać, aż zrobią to za nich dziewczynki”.

Dodał również, iż w ten właśnie sposób ostrzega przed „lansowaną pod płaszczykiem programu równościowego ideologią genderyzmu”. Arcybiskup otworzył mi w końcu oczy. Będąc przekonanym, że tak trzeba, byłem przez całe życie jedynie narzędziem w rękach podstępnych kobiet przewijających się przez moje życie.

Na początku moja matka. Proszę sobie wyobrazić, że ta kobieta kazała mi po sobie sprzątać już od najmłodszych lat! Teraz wiem, że powinna to robić za mnie. A jak jej się nie chciało, to miała obowiązek jak najszybciej urodzić mi siostrę. I zaraz po urodzeniu przekazywać jej tajemniczą, dostępną jedynie dla niewiast wiedzę porządkowo-kulinarną. Nie zrobiła tego. To ja musiałem sam zmywać, sprzątać i czasem gotować. To, według słów przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski rodzaj walki z chrześcijaństwem. Tak mamo. Świadomie czy też nie, byłaś ateistyczną wojowniczką wykorzystującą mnie, niewinnego chłopca do walki z chrześcijaństwem.

Potem była szkoła wojskowa z internatem. Po słowach doktora nauk teologicznych abp Gądeckiego mam prawo sądzić, że była ona doskonale zorganizowanym siedliskiem demona. Otóż tam nie było żadnej kobiety! Nikogo, kto mógłby za nas posprzątać, wyprać spocone po wielogodzinnych ćwiczeniach ubrania, czy nawet obrać ziemniaki i ugotować grochówkę. Wszystko musieliśmy robić sami. My, wykorzystywani do granic możliwości chłopcy.

Zastanawiam się, czy po słowach arcybiskupa nie wystąpić do sądu o przyznanie mi odszkodowania za poniesione przez te wszystkie lata straty moralne.

Ksiądz miał pewnie łatwiej. Czy w seminarium, czy też później na plebanii zawsze była pewnie jakaś gosposia albo ktokolwiek inny, kto nosił spódnicę zamiast spodni. Dzięki temu faktowi mógł bez obawy potępienia pomagać pogrążonym w głębokiej modlitwie kapłanom.

I wreszcie dzień dzisiejszy. Powiadomiłem już żonę, że jako chrześcijanin – samiec nie będę od dzisiaj dotykał brudnych rzeczy, odkurzacza ani patelni. Koniec z tym.

Przyznaję się ze wstydem, że starałem się robić w domu jak najwięcej. Sprzątałem, prasowałem, zmywałem naczynia. Gotowanie traktowałem nawet jako swego rodzaju pasję.

W swojej naiwności sądziłem, że tak trzeba. Byłem przekonany, jak się okazuje niesłusznie, że dzielenie się obowiązkami z osobnikiem płci przeciwnej jest rzeczą oczywistą. Dzięki podziałowi obowiązków mamy więcej czasu do spędzenia go wspólnie. Nie widziałem nic złego w wypraniu swoich skarpetek ani też w tym, że moja żona wymieni sama żarówkę, kiedy ja robię co innego.

Wszystko to jednak, jak się okazuje, było cichym, ukartowanym od lat spiskiem przeciwko nam, mężczyznom!

Potrafię sprzątać, lubię gotować, uwielbiam zajmować się dziećmi. Teraz wszystkie te przyjemności przejmie moja żona. Na pewno jest szczęśliwa i dumna z tego powodu. Jak już posprząta, wypierze, wyprasuje, wyrzuci śmieci, ugotuje, pozmywa i zaopiekuje się dwójką dzieci, na pewno znajdzie chwilkę czasu, żeby usiąść, szybko coś zjeść i uciąć sobie krótką drzemkę z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Czego chcieć więcej?

Tak się tylko zastanawiam, co ja teraz będę robił z wolnym czasem, który nagle dostałem w darze za sprawą arcybiskupa? Tego mój wybawca nie powiedział.

Może pojadę sobie do Zoo w Poznaniu? Tam podobno na wybiegu dla osłów można obejrzeć pilnującą moralności panią radną. Albo nie. Mam lepszy pomysł. Spędzę ten czas w kościele, gdzie pomodlę się o dodanie więcej sił mojej żonie. Może w ten sposób jej trochę pomogę. Jak już tam będę, to nie zapomnę też poprosić Boga, aby dolał trochę więcej oleju do głów swoich ziemskich arcyprzedstawicieli...

Komentarze   

+3 # słuchacz103,7 2014-10-13 20:22
Nie odnosząc się do wypowiedzi/wywiadu.
Uważam, że..
(posiłkując się fragmentem powyższego tekstu
Pana Roberta) "Byłem przekonany,.., że dzielenie się obowiązkami z osobnikiem płci przeciwnej jest rzeczą oczywistą.".. powyższe może być doskonałym czynnikiem scalającym młode(i nie tylko,jak sądzę) małżeństwa.
Tym bardziej, jeśli.. "Nie widziałem nic złego
w wypraniu swoich skarpetek ani też w tym,
że moja żona wymieni sama żarówkę,
kiedy ja robię co innego."
Co w sumie prowadzi do..
"Dzięki podziałowi obowiązków mamy więcej czasu do spędzenia go wspólnie."
Pozdrawiam, kawaler(który:s prząta,pierze(a raczej pralka),wyrzuca śmieci czasami z lekkim opóźnieniem;),g otuje(bo samo się nie ugotuje
i pozmywa).
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
+5 # JK 2014-10-10 13:50
Rewelacja!!!!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
+5 # Ania.W 2014-10-10 10:17
Brawo, kolejny zabawny a jednocześnie dający do myślenia tekst. Czekam na więcej :)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
+4 # Kasia 2014-10-10 09:23
Dobrze napisane!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież