nd, 02 listopada 2014

Nieważna płeć, byle było zdrowe i… miało coś między nogami

Opinie, pochwały, krytyki, banały. Blog Roberta Zawady
Nieważna płeć, byle było zdrowe i… miało coś między nogami A.R.Z.

Ostatnio regularnie oglądamy z córką w Ergo Arenie mecze gdańskich siatkarzy Lotosu Trefl. Córka dziarsko dopinguje, ciesząc się niesamowicie z każdego zwycięstwa. Jej reakcji na porażkę póki co, dzięki wspaniałej grze naszej drużyny nie zaobserwowałem. Czasem, co prawda, rozpraszają ją biegające po hali maskotki, które nazywa „Trefluś”, „Srokuś” i „Radiuś”, jednak zaraz po ich zniknięciu ochoczo powraca do kibicowania zawodnikom wymachując żółto-czarnym szalikiem.

- Wiesz tatuś, Lotos ma barwy pszczółek, żółto- czarne. To tak samo jak ta drużyna piłkarska, której dopingowaliśmy, pamiętasz? – Spytała raz na meczu. – Oni chyba od naszych te barwy zgapili. – Dodała zniesmaczona. Mnie to przypomniało o tekście, który napisałem jakiś czas temu i nie zdążyłem do dzisiaj nigdzie opublikować.

Czynię to zatem teraz: Nieważna płeć, byle było zdrowe i… miało coś między nogami

Każdy z nas przed narodzinami naszych ukochanych pociech z pewnością zadawał sobie w myślach pytanie, z jakiej płci byłby bardziej zadowolony. O ile dla mam ta wiedza jest mniej ważna, o tyle dla nas, tatusiów, jest znacząca. Zdecydowana większość nas, facetów, chciałaby, aby przynajmniej jedno z dzieci było ich małym klonikiem tej samej płci. Niektórzy są tak zdesperowani, że ku uciesze pragnących gromadki potomstwa żon, próbują stworzyć chłopca aż do skutku. Rzadko przyznajemy się jednak do tego, że bardzo zależy nam na jakiejś konkretnej płci, żeby nie wyjść na nieczułą, szowinistyczną męską świnię.

Dlaczego my, mężczyźni tak bardzo pragniemy mieć malutkich facetów? Według utartych schematów mężczyznę różni od kobiety kilka, poza fizycznymi rzecz jasna, cech osobowości i predyspozycji. Mężczyzna lubi pomajsterkować, pogadać o samochodach, dobrze i niezdrowo zjeść, a przede wszystkim uwielbia sport.

Kiedy moja żona była w ciąży, również pragnąłem w duchu, aby w jej coraz większym brzuszku mieszkał facet. Wyobrażałem sobie jak chodzimy razem na zawody, gramy w piłkę, pasjonujemy się meczem przed telewizorem z paczką chipsów na kanapie, stoliku i podłodze. Przykładając rękę do brzucha żony często czułem silne kopniaki.

- To na pewno chłopak! Kopie jak Messi! – myślałem w duchu, wyobrażając sobie dumę rozpierającą mnie, siedzącego na stadionie pełnym ludzi oklaskujących wyczyny syna za kilkanaście lat.

Nadszedł jednak ten dzień, w którym moje nadzieje zostały doszczętnie rozwiane. - Słyszałeś, co mówił lekarz? Dziewczynka! Wspaniale, prawda? – zaświergotała po kolejnej wizycie u lekarza żona. - Tak. Wspaniale. A czy to już tak na sto procent dziewczynka? – szukałem nadziei. - No na sto procent. Możemy już kupować dziewczęce ubranka. Takie urocze widziałam, różowe. Nasza córeczka będzie w nich ślicznie wyglądała – odpowiedziała.

Różowe. Nie ma takiego klubu na świecie, który miałby różowe barwy! Nasze dziecko przyszło na świat jako dziewczynka, czy to mi się podobało, czy nie. Bawiła się tym, czym bawią się dziewczynki. Lalki, wózki, kucyki, czesanie włosów księżniczkom, przymierzanie sukienek, czy udawanie malowania twarzy, to zajęcia, na które córka poświęcała większość swojego czasu.

Ja jednak się nie poddawałem. Kupowałem jej piłki i zachęcałem do wspólnej nimi zabawy. Początkowo rzucanie i łapanie, potem kopanie, następnie prowizoryczne dwie bramki w pokoju i mecze na całego. Córeczka wydawała się lubić sport coraz bardziej. Z czasem zacząłem ją zabierać na mecze siatkówki, gdzie ochoczo wymachiwała szalikiem i krzyczała to samo, co wszyscy wokół, tylko dwa razy głośniej. Sportem, który najbardziej przypadł jej do gustu było pływanie. Odkryłem w niej naturalny talent do bycia rybą i odtąd regularnie spędzaliśmy wspólnie czas na basenie.

Podczas wizyt kolegi córki – Krzysia w naszym domu zdałem sobie również sprawę z tego, że nie warto myśleć stereotypowo. Krzyś bawił się jej lalkami, jakby nigdy nie słyszał o lepszym sposobie spędzania czasu. Ona z kolei w tym czasie godzinami przesuwała po podłodze jego mały samochodzik, naśladując ustami na przemian dźwięki silnika, klaksonu i pisku opon. Na szczęście nie powtarzała tego, co mówi jej tata kierowca na zakorkowanych miejskich ulicach. Raz nawet doszło między nią i Krzysiem do ostrej sprzeczki, która przy mojej ukrywanej satysfakcji zakończyła się płaczem leżącego mężczyzny i dumną miną stojącej nad nim zwyciężczyni kobiety.

W końcu córcia przekonała się nawet do oglądania wspólnie ze mną meczów w telewizji. To już wydawało się dopełnieniem mojego szczęścia. Pewnej soboty siedliśmy, jak co tydzień, przed telewizorem. Włączyłem transmisję meczu, postawiłem chipsy i zawołałem swoją latorośl. Przyszła od razu i siadła koło mnie. Kibicowaliśmy wspólnie zażarcie aż do momentu, w którym skończyły się przekąski. Od tego momentu gorliwość mojego małego kibica znacznie opadła. Jeszcze wtedy nie znajdowałem ścisłego połączenia między brakiem chipsów a obniżeniem emocji związanych z oglądaniem zawodów sportowych.

Wreszcie mecz się skończył. Przybiliśmy wspólnie obowiązkową „piątkę”, po czym mój mały fan piłkarski zapytał: - Tato, kto wygrał?

- Jak to kto wygrał? No Dortmund – odrzekłem. - To znaczy? – zapytała spokojnie. - To znaczy drużyna, która jest z Dortmundu, takiego miasta w Niemczech. Nazywa się Borussia – odrzekłem coraz bardziej zniecierpliwiony. - A to znaczy, że którzy wygrali? - No Dortmund! Przecież Ci mówię. - Ale którzy to Dortmund? Żółci? - Żółci kochanie, żółci w czarne paski. Ci sami, którym dopingowaliśmy przez ostatnie półtorej godziny! – Krzyknąłem wręcz poirytowany.

- A, no to super. A z kim oni grali? – wolała upewnić się córeczka. - Z czerwonymi! – Wypaliłem, kończąc temat meczu. Kolejnym razem nie wyjąłem przed meczem chipsów, co spowodowało, że moja córa straciła nagle ochotę na wspólne kibicowanie.

Nie można mieć wszystkiego. Najważniejsze, że są sporty i inne dziedziny życia, które odkrywamy i lubimy wspólnie. Poza tym dziewczynki posiadają taki urok i są takie czułe i kochające, że żaden chłopak im pod tym względem nie dorówna. Dziś oczekuję kolejnego dziecka i nie ma dla mnie znaczenia, czy będzie to dziewczynka czy chłopiec. Najważniejsze żeby było zdrowe i...

Komentarze   

+1 # słuchacz103,7 2015-02-08 00:53
"Różowe. Nie ma takiego klubu na świecie,
który miałby różowe barwy!" ;)
.
.
"Tato, kto wygrał?" ;)))
Oba wycinki z Pańskiego wpisu - genialne!
ps.
Barwy mogą być nawet.. różowe,
byleby walka była fair-play!! na wielu! płaszczyznach
a nie...
'legia cudzoziemska' za wielką $
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
+2 # Kaja 2014-11-07 14:41
Tylko dziewczynki! :)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj
+3 # Dorota 2014-11-05 15:09
A mój mąż ma syna i już mi marudzi, że chciałby córkę - bo już ma dość maminsynka i pragnie córeczki tatusia :). Ba, nawet kupi jej różowy czołg :).
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytuj

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież