pon, 15 grudnia 2014

Zbrodnia Ikara

Listy, notatki, zdarzenia ulotne. Blog Wojciecha Fułka

Marian Buchowski, publikując w roku 1992 kilkusetstronicową książkę „Stachura – biografia i legenda”, nie pozostawił – jak się wydawało – zbyt wielu białych plam w historii życia i twórczości legendarnego już wówczas autora „Wszystko jest poezja”. Musieliśmy jednak poczekać ponad 20 lat na kolejną jego opowieść o Stedzie, aby przekonać się, że nie tylko jest to wciąż twórca niezwykle atrakcyjny dla nowych pokoleń czytelników, ale i postać za życia, jak i po swojej tragicznej śmierci, równie fascynująca.

Nie tylko zresztą dla jego wciąż licznych rzesz zaprzysięgłych wielbicieli, ale również i dla tych, którzy – jak Dariusz Pachocki, Waldemar Szyngwelski czy właśnie Marian Buchowski – od lat niestrudzenie tropią wszystkie ślady i tropy, pozwalające na choćby fragmentaryczne zbliżenie się do tajemnicy mitu, legendy oraz artystycznego dziedzictwa Edwarda Stachury.

Trudno mi – nawet dziś, po tak wielu latach od śmierci autora „Całej jaskrawości” – zachować niezbędny dystans i obiektywizm w odniesieniu do jego postaci i twórczości, skoro sam zaliczam się do generacji „zainfekowanej” Stachurą. Która – z jednej strony - czerpała swoje inspiracje z tej twórczości, z drugiej zaś – nieustająco sama podsycała ten mit, organizując kolejne „Stachuriady” i uznając dżinsowy pięcioksiąg za pokoleniową, nie tylko literacką biblię. Zastrzegam zatem sobie ten nieobiektywny osąd również i w stosunku do omawianej tu książki, zdając sobie jednocześnie sprawę, jaką niedelikatnością jest – zarówno wobec samego tematu, jak i tytanicznej wręcz pracy autora – przyobleczenie swoich uwag w skromne ramy recenzji.

 

Przestaję się też dziwić, że musieliśmy na tę książkę czekać tak długo, bo pierwsze wrażenie po zakończeniu lektury „Butów Ikara” to właśnie zupełnie nieobiektywny podziw na benedyktyńską wręcz cierpliwością i pracowitością Marian Buchowskiego, który – jak rasowy detektyw – wyrusza na poszukiwanie prawdy, podejmując jedne wątki swojego śledztwa, porzucając inne, z gruntu fałszywe i prowadzące donikąd. To była praca na lata, aby zweryfikować niemal każdą założoną tezę i bogato udokumentować każdy wątek. Krok po kroku, książka po książce, wydarzenie po wydarzeniu, rok po roku, miesiąc za miesiącem, podróż za podróżą, recenzja po recenzji, kolejne zapisy w dziennikach, konfrontowane ze świadectwami i dokumentami. I nad tym wszystkim unoszący się „cytatów ciąg jak wędrowny ptaków klucz”. Wydawałoby się – nic bardziej nudnego dla czytelnika. Kolejna biografia, napisana przez archiwistę, który skrupulatnie wylicza pozycje bibliograficzne, miejsca, ludzi, spotkania i opisuje po raz kolejny to wszystko w grubej i ciężkiej cegle, przez którą trudno się będzie przebić? Nic bardziej błędnego! Mimo, że w redakcji „Toposu” uznano mnie za fachowca w opisywanej materii, to jednak autor „Butów Ikara” zaskoczył mnie nie tylko swoją skrupulatnością oraz detektywistycznym zmysłem dedukcji, ale i kilkoma nieznanymi do tej pory faktami oraz językiem, dalekim od nawyków krytyka czy napuszonych publicystycznych tekstów. „Stachura prowadził taki tryb życia, od jakiego mamuty by wyginęły w tydzień”, „udajmy, bo inaczej nie ruszymy z miejsca, że wszyscy wiemy, co to jest miłość”… Buchowski znany jest przede wszystkim jako świetny reportażysta, więc może tym razem odsłonił przed nami swoją prawdziwą duszę, proponując nam nie tyle biografię, co raczej niezwykle starannie i pieczołowicie udokumentowaną książkę reporterską? A rasowy reporter, choć nie ukrywa – tak, jak i w tym przypadku – swojej sympatii do opisywanego bohatera (-ów), to jednak nie waha się przed opisywaniem także i tych mniej „legendarnych” jego wyczynów, czy też zupełnie prozaicznych (nomen omen) zmagań z „szarą codziennością”.

 

Ktoś, wiedząc, że zabieram się do tej lektury, napisał mi, że książka Buchowskiego demitologizuje Stachurę i stara się odbrązowić jego postać oraz twórczość. Na pewno nie jest to typowa biografia hagiograficzna, choć trudno byłoby mi uznać jej autora za kogoś, kto taki właśnie cel – dekonstrukcję mitu - sobie postawił. Sądzę raczej, że w swojej wieloletniej podróży śladami i po świecie Edwarda Stachury dotarł on do takich miejsc i zakamarków, iż słusznie uznał, że stworzenie kompletnego, pełnego świadectwa - bez fałszywych tropów i przemilczeń - jest nie tylko jego powinnością wobec opisywanego bohatera, ale przede wszystkim będzie uczciwe wobec samego siebie i przyszłego czytelnika. Stąd może wzięła się ta reportażowa faktura książki (którą uważam za zabieg celowy i przemyślany, przydający jej dodatkowych wartości), dzięki której czyta się ją doskonale, choć czasami może oczywiście coś w tej narracji zazgrzytać. Zwłaszcza, kiedy Buchowski często – gęsto przywołuje słowa i relacje innych osób, które bywają ze sobą sprzeczne i wykluczające się nawzajem. I nie rozstrzyga definitywnie związanych z tymi świadectwami wątpliwości, która z przekazanych nam wersji jest prawdziwa i „jedynie słuszna”. Całe szczęście zresztą, że nie przypisuje on sobie roli sędziego, a tylko skromnego komentatora i przewodnika po życiu Stachury. Przewodnika, który postawione zadanie wykonuje nie tylko z ogromną wiedzą, ale i wielką pasją. W żadnym przypadku Buchowski niczego nam też nie narzuca z góry, a raczej zachęca do odnalezienia swojej wersji i poszukiwań odpowiedzi na własną rękę. Bo w końcu „każdy ma takiego Stachurę, na jakiego zasłużył”.

 

Jeden z licznych recenzentów wyjątkowo bogatej twórczości autora „Siekierezady” (przywołany, jak wielu innych, w „Butach Ikara”) napisał: „Bohaterowie Stachury uczestniczą w pełni w życiu PRL – ale na własnych zasadach”. Marian Buchowski dowodzi raczej, że to sam Edward Stachura uczestniczył w życiu (nie tylko zresztą tym „peerelowskim”) na własnych, indywidualnych zasadach. Na warunkach, które sam sobie, swojemu otoczeniu i systemowi – stworzył i narzucił. Inny recenzent pisał z kolei o „postawie obronnej wobec rzeczywistości”. Stachura – nie tylko jako pisarz i poeta, ale jako człowiek - sam tę rzeczywistość starał się ulepić na własny obraz i podobieństwo, wierząc, iż jest w stanie ją zmienić na lepszą – słowami, przykładem i działaniem. To nie była „postawa obronna”, co raczej tyleż bohaterski, co z góry skazany na niepowodzenie atak kawalerzysty, uzbrojonego jedynie w pióro i pędzącego w stronę nieuchronnego zderzenia z nienasyconym potworem rzeczywistości.

 

Wszyscy wiemy, jak tragicznie skończyła się ta próba zmierzenia się z całym światem, tym ukrytym wewnątrz i tym dookolnym. Stąd chyba wziął się też niezwykle trafnie dobrany tytuł książki Mariana Buchowskiego. Edward Stachura, skoro przymierzył już buty Ikara, nie mógł nie zdecydować się na zgubny lot ku słońcu. To zbrodnia, jakiej ludzie z reguły nie wybaczają. Słońce – tym bardziej.

 

Wojciech Fułek

 

Marian Buchowski, „Buty Ikara – biografia Edwarda Stachury”, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2014, ss. 660

Wojciech Fułek

"Sopocianin od zawsze i na zawsze"

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież