Okno na farsę Fot. freeimages.com

Brytyjczyk Ray Cooney to klasyk współczesnej, angielskiej komedii teatralnej. Doprowadził do perfekcji formułę farsy, nic więc dziwnego, że „Okno na parlament” zrealizowane ostatnio na średniej scenie Teatru Muzycznego w Gdyni, przyniosło temu autorowi w Londynie prestiżową nagrodę Oliviera dla najlepszej komedii roku 1991.

Spektakl wyreżyserowany przez Marcina Sławińskiego nie rozczaruje fanów tego gatunku i na pewno będzie się cieszył zasłużoną popularnością w repertuarze gdyńskiego teatru, mimo, iż z musicalem nie ma nic wspólnego. Ale musicalowi – na co dzień - aktorzy doskonale poradzili sobie z szaleńczym tempem akcji i specyficznym humorem. Dobrze napisana farsa stanowi bowiem dla aktorskiego zespołu zawsze spore wyzwanie, zarówno w zakresie czysto teatralnym, jak i np. ogólnej sprawności ruchowej. Tak jest i w tym przypadku.

Aleksy Perski w charakterze „ciała” doskonale wpisał się w rolę domniemanego „trupa w szafie”, a w zasadzie w oknie. Daruję moim czytelnikom fabułę czy raczej intrygę, wymyśloną przez Cooneya, żeby nie psuć ewentualnym widzom doskonałej zabawy. Bo w końcu chodzi przecież w tym wszystkim o chwilę dobrej rozrywki i o niewymuszony śmiech, bez którego farsa nie byłaby farsą.

„Okno na parlament” ten najważniejszy warunek nie tylko spełnia, ale wręcz jest kanonicznym przykładem komedii doskonale napisanej, sprawnie wyreżyserowanej i dobrze zagranej, okraszonej odpowiednią scenografią, kostiumami i sceniczną oprawą. Na szczególne uznanie zasługuje z pewnością adept Studium Wokalno-Aktorskiego Marek Sadowski w roli Georga Pigdena - zastraszonego, nieśmiałego asystenta ministra, który wplątuje go w coraz większe kłopoty. Mimo, że to jego debiut w tak dużej roli, to swoje zadanie wykonał on niemal po mistrzowsku. Wykorzystał wszystkie możliwości i niuanse swojej roli, aby skutecznie rozśmieszyć widzów premierowego spektaklu. Gratulacje dla reżysera za wyjątkowy trafny dobór młodego debiutanta do tej postaci, ale przede wszystkim dla samego aktora oraz kadry studium wokalno-aktorskiego za odpowiednie przygotowanie go do takich wyzwań. I choć trudno w samym tekście sztuki doszukiwać się jakichś głębszych odniesień i kontekstów (kto jednak uważa farsę za gatunek „gorszy”, niech spróbuje wskazać mi udany polski tekst tego gatunku), to jednak publiczność premierowego przedstawienia różne ślady, podteksty i skojarzenia (np. z polskim parlamentem i polityką) oczywiście bez problemów odkryła, po gogolowsku śmiejąc się też trochę z samych siebie.

Całe szczęście, że reżyser uniknął również pokusy „udziwniania” swojej inscenizacji. Farsa bronić się bowiem musi słowem, suspensem, intrygą, aktorstwem i „całokształtem”. W programie Marcin Sławiński trochę przeciwstawia swoją wersję sztuki „lekkiej, łatwej i przyjemnej” współczesnym produkcjom, które aspirują do miana sztuki elitarnej, „poszukującej”, w których nadużywa się męskiego i żeńskiego strip-teasu czy wulgarnego słownictwa. Jakby przewidywał, że przyjdzie mu w zabiegach o trójmiejskiego widza konkurować z najnowszą premierą Teatru Wybrzeża (14 marca br), zrealizowaną na motywach „Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego. To w niej dominuje nagość obu aktorskich płci (moim zdaniem mało uzasadniona artystycznie), nieustanny ruch sceniczny, przemieszanie czasów i konwencji (za którymi bez pomocy narratora trudno było nadążyć) i zdecydowanie udziwnione pomysły inscenizacyjne.

 

„Okno na parlament” to kolejna udana, „trafiona” premiera gdyńskiego Teatru Muzycznego. Tym razem zupełnie nie w konwencji musicalowej, ale doskonale wpisująca się w filozofię odpowiedniego zarządzania zróżnicowanym, uzupełniającym się repertuarem na trzech swoich scenach. I – jak się okazuje na tym przykładzie – od przybytku głowa nie boli.

Szczerze namawiam na dwie godziny dobrej rozrywki. I radzę nie przejmować się obiegową opinią, ze farsa to gatunek mniej wartościowy artystycznie. Bo sztuka dzieli się po prostu na złą i dobrą. I na tę dobrą publiczność głosuje zazwyczaj nogami.

 

Wojciech Fułek

---------------

Ray Conney, „Okno na parlament” („Out of order”), Teatr Muzyczny Gdynia, premiera 20 lutego 2014, reżyseria: Marcin Sławiński, tłumaczenie: Elżbieta Woźniak, scenografia: Wojciech Stefaniak, Kostiumy: Renata Godlewska, obsada: Richard Willey – Rafał Ostrowski, Goerge Pigden – Marek Sadowski, Jane – Anna Maria Urbanowska, Pamela – Dorota Kowalewska, siostra Foster – Katarzyna Kurdej, Ronnie – Sebastian Wisłocki, Kierownik – Tomasz Fogiel, Kelner – Marek Richter, Ciało – Aleksy Perski, Pokojówka – Marta Smuk

Wojciech Fułek

"Sopocianin od zawsze i na zawsze"

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież