czw, 16 kwietnia 2015

Z archiwum sopockiego pasjonata. Niemen i Sopot

Listy, notatki, zdarzenia ulotne. Blog Wojciecha Fułka

W ostatni weekend w warszawskiej Ney Gallery&Prints zaprezentowano wystawę „Niemen”. Zobaczyć na niej można fotografie żony artysty Małgorzaty Niemen, prace Krzysztofa Gierałtowskiego, Ryszarda Horowitza, Marka Karewicza, Chrisa Niedenthala, Lidii Popiel i Andrzeja Świetlika. Ta wystawa to dość rzadka okazja, aby obejrzeć nie tylko ten sceniczny wizerunek piosenkarza, ale i jego mniej znane, prywatne oblicze.

Ten nietuzinkowy artysta pozostawił po sobie również liczne sopockie ślady i tropy, po których chciałbym dziś poprowadzić moich stałych i przypadkowych czytelników. Na początku lat 60-tych Czesław Juliusz Wydrzyki (po artystyczny pseudonim „Niemen”, pochodzący od nazwy rzeki jego dzieciństwa i dzieciństwa spędzonego na ówczesnych polskich kresach, przyjął znacznie później) zarabiał na swoje utrzymanie, śpiewając w „Żaku”, w studenckim kabarecie „To tu”. W Roku 1962 wystąpił – jako solista – w finale I Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie i wtedy zaczęła się jego przygoda z zespołem „Niebiesko-Czarni”, z którymi występował później w sopockim „Non-Stopie”. Pomieszkuje wtedy w… kotłowni klubu „Żak”, później Tadeusz Chyła przygarnia go do swojej sopockiej pracowni przy ul. Obrońców Westerplatte. Na początku stycznia 1963 roku przenosi się do swojego przyjaciela, jazzowego muzyka, Helmuta Nadolskiego, z którym dzieli wynajmowany pokój w mieszkaniu przy małej, cichej sopockiej uliczce Chodowieckiego 3. Kwaterę tę podnajmował im świeżo upieczony student wyższej Szkoły Muzycznej w Sopocie Zdzisław Miodowski, który grał później w kilku zespołach jazzowych, a w roku 1976 został kierownikiem Wydziału Kultury Urzędu Miasta w Sopocie. Był też jednym z założycieli Towarzystwa Przyjaciół Sopotu i inicjatorem odbywających się od 30 lat (!) koncertów czwartkowych w Dworku Sierakowskich. W tym sopockim lokum Niemen mieszkał ponad dwa lat, odbywały się też tam liczne muzyczne próby (m.in. z chórkiem Błękitne Pończochy, w którym śpiewała Ada Rusowicz, z którą Niemen przez jakiś czas tworzył parę). Tam właśnie zabrzmiała też po raz pierwszy piosenka „Zabawa w ciuciubabkę”, która szybko stała się przebojem i tam powstała pierwsza samodzielna kompozycja artysty – piosenka „Wiem, że nie wrócisz”, do której słowa napisał „ojciec chrzestny” polskiego big-beatu i pierwszy menedżer Niemena, Franciszek Walicki, kilka lat uhonorowany nagrodą Sopockiej Muzy z okazji 50-lecia polskiego rock’n’rolla. To Walicki był też pomysłodawcą i organizatorem legendarnej sopockiej sceny muzycznej – „Non-Stopu”, gdzie – w roku 1963 usłyszał jego piosenkę reżyser Andrzej Kondratiuk, kręcący akurat w Sopocie swój film „Kobiela na plaży”, zrealizowany techniką ukrytej kamery. W ten sposób „Wiem, że nie wrócisz” trafiło do tego filmu jako końcowa ilustracja muzyczna i stało się kolejnym przebojem Niemena.

W roku 1965 występuje po raz pierwszy jako Niemen (pseudonim wymyśliła mu żona Franciszka Walickiego) wraz „Niebiesko-Czarnymi” na V Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Operze Leśnej w Sopocie. Rok później opuszcza na stałe Trójmiasto, zakładając w Warszawie własną grupę „Akwarele”.

W roku 1970, kiedy ukazuje się album „Niemen Enigmatic”, uznany wiele lat później polską płytą rockową wszechczasów, jedną z nagród na sopockim festiwalu przyznano zachwycającą nie tylko oryginalnym głosem, ale  urodą (pochodziła z Algierii), młodej piosenkarce, reprezentującej Włochy, Faridzie. Głośno było wtedy o burzliwym romansie Niemena, który podczas pobytu w Sopocie nie odstępował Faridy o krok. Helmut Nadolski wspominał, jak ukrywali się oni wtedy przed wścibskimi dziennikarzami i fanami, zamknięci godzinami w jego sopockim mieszkaniu. Jerzy Gruza, długoletni reżyser sopockich festiwali, wspomina też nieco ekstrawaganckie, zarówno prywatne, jak i estradowe, stroje Niemena: „Zawsze był inny, kolorowy, niecodzienny. Do tego trzeba było niezmiernej odwagi. Kiedy przyszedł do Opery Leśnej z zakochaną w nim do nieprzytomności Faridą, miał na głowie sombrero, którym współtworzył jakiś pozaustrojowy świat. Przy nim nie czuło się PRL-u”. Po sopockim festiwalu ta oryginalna  para rusza w trasę koncertową po Polsce pod hasłem „Niemen przedstawia Faridę”. Po burzliwym, krótkotrwałym związku artysta pozostawił piosenkarce kilka piosenek, które później wykonywała podczas solowej kariery.

Niemen zaś powraca do Opery Leśnej w roku 1974 już jako wielka festiwalowa gwiazda (z własnym nowym zespołem „Aerolit”), występując poza konkursem na sopockiej scenie m.in. obok popularnej wtedy grupy „Middle of the Road”. Kilka dni po zakończeniu festiwalu, 27 sierpnia 1974 roku w sopockim kościele św. Jerzego ma miejsce niecodzienny koncert.  Niemen występuje w nim jako instrumentalista podczas utrwalania na płytę niecodziennego wydarzenia koncertowego, którego motorem był kontrabasista i długoletni przyjaciel, Helmut Nadolski. Wypełniony po brzegi kościół był świadkiem koncertu muzyki niełatwej, wymagającej skupienia, ale wyjątkowo pięknej, która została utrwalona na czarnej płycie długogrającej  „Medytacje”. Jej bohaterem był Nadolski (teksty, muzyka, kontrabas), a towarzyszyli mu właśnie Niemen, grający na morgu, Andrzej Nowak na organach oraz znany aktor Olgierd Łukaszewicz.  Na okładce tej płyty znaleźć też można poetycką refleksję samego Niemena, chyba dość dobrze oddającą charakter jego „muzycznej filozofii”:

„Uczmy się – odczuwać głębiej niż rozum praktycznie nakazuje

Kochać piękno i odnajdywać je w sobie samych

Słuchać muzyki angażując jedynie serca  sumienia…”

W roku 1976 znów występuje na festiwalu jako gwiazda z pozakonkursowym recitalem, ale jego nagrane  występy telewizja wstrzymuje.  Kiedy w roku 1979 po raz kolejny otrzymuje taką propozycję, ku zaskoczeniu wszystkich, odmawia

„Jerzy Gruza zaproponował mi występ w Sopocie. Odparłem: - Co, znowu będę gwiazdować? Ponieważ tyle razy mnie zdejmowano z anteny, zgodzę się na występ, jeśli umieścicie mnie w konkursie. Zażartowałem. Minęły dwa tygodnie, zadzwonił Gruza i zaproponował występ w konkursie. Złapałem się za głowę. Miałem jednak kilka piosenek, fajny motyw z telewizyjnego serialu „Rodzina Leśniewskich”, d którego pisałem muzykę. Pasował do wiersza Jarosława Iwaszkiewicza „Nim przyjdzie wiosna”. Wygrałem…”

Niemen zdobył wtedy Grand Prix – główną nagrodę sopockiego festiwalu, do której dodatkiem miał piękny jacht pełnomorski, zajmujący podczas koncertów  honorowe miejsce na scenie Opery Leśnej. Nagroda ta nigdy do artysty jednak nie trafiła i ciekawe skądinąd, co się z nią później stało.

Rok później, kiedy w gdańskiej stoczni trwały sierpniowe strajki i rodziła się właśnie „Solidarność”, Niemen występował na sopockim festiwalu  – obok takich gwiazd jak Gloria Gaynor i Petula Clark. Z telewizją poróżnił się jednak na dobre, kiedy dopuściła się haniebnej manipulacji na jego osobie na początku stanu wojennego, emitując odpowiedni zmontowany, archiwalny wywiad z artystą. Ale po reaktywacji sopockiego festiwalu w roku 1984, piosenki Niemena były wciąż obecne na scenie Opery Leśnej, bowiem najczęściej wybierali je zagraniczni uczestnicy konkursu o nagrodę „Bursztynowego Słowika”. Nagrody te zdobywały ich interpretacje m.in. piosenek „Dziwny jest ten świat” czy „Jednego serca”.

Sam Niemen triumfalnie powrócił na deski sopockiego amfiteatru podczas dwóch pamiętnych koncertów „Old Rock Meeting – Czy nas jeszcze pamiętasz?” z 11 i 12 lipca 1986 roku, które zorganizowano z inicjatywy niestrudzonego Franciszka Walickiego jako hołd dla polskich muzyków, którzy rozpoczęli swoje kariery w latach 60-tych. To było autentyczne „Srebrne wesele” polskiego rocka, z nadkompletem na widowni Opery Leśnej, z chóralnym wykonaniem „Sto lat!”, z fruwającymi marynarkami, z łzami wzruszenia w oczach i ponadpokoleniową integracją. Finałem tych koncertów był samodzielny recital Niemena i wspólne wykonanie  z nim przez wszystkich wykonawców jego piosenki „Czy mnie jeszcze pamiętasz” ze zmienionym nieco na tę  okazję tekstem Walickiego. Było to wtedy na pewno pytanie wyłącznie retoryczne.

Wojciech Fułek 

Wojciech Fułek

"Sopocianin od zawsze i na zawsze"

Najnowsze od Wojciech Fułek

Więcej w tej kategorii: « Prezydent na kadencję? Sopockie spacery »

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Powrót na górę