czw, 12 listopada 2015

Historia z brodą

Listy, notatki, zdarzenia ulotne. Blog Wojciecha Fułka
Historia z brodą Fot. mat. prasowe

Autorski spektakl Agaty Dudy-Gracz pt. „Kumernis, czyli o tym, jak świętej panience broda wyrosła” zdecydowanie nie zalicza się do teatralnych propozycji z kręgu „lekkich, łatwych i przyjemnych”. Jak sądzę, większość widzów jednak zachwyci, choć nie zabraknie na pewno i tych zbulwersowanych, którzy będą reżyserkę i autorkę tekstu w jednej osobie odsądzać od czci i wiary. Ale przecież sztuka musi wywołać emocje i zmuszać do myślenia, jeśli nie chce być tylko rozrywkową papką.

A sam spektakl, dla którego legenda o ukrzyżowanej przez ojca świętej Kumernis (inaczej: Wilgefortis) jest tylko pretekstem do opowieści o dojrzewaniu, przemijaniu, miłości i wierze, na pewno do refleksji zmusza, pozostawiając sobie przypisanego odbiorcę w pewnym, mrocznym zauroczeniu zarówno sceniczną stylistyką, tekstem, jak i reżyserskim oraz aktorskim kunsztem. Dla jasności: w panteonie oficjalnie uznanych kościelnych świętych imienia Kumernis jednak nie znajdziemy, gdyż jej „przypadek” wydaje się bardziej mitem, stworzonym w swoim czasie na bieżące religijne potrzeby , niż zweryfikowaną przez historyków opowieścią osadzoną w jakichkolwiek realiach.

 

To kolejna udana premiera gdyńskiego Teatru Muzycznego, który repertuarowym bogactwem i różnorodnością nie tylko znacznie wyprzedził inne trójmiejskie, ale nawet i krajowe sceny. Ta gigantyczna przecież instytucja (warto przypomnieć , że w jego ramach funkcjonuje również prężne Studium Wokalno-Aktorskie, które przez lata stało się istną wylęgarnią talentów), po przebudowie z trzema scenami, pod dyrekcją Igora Michalskiego systematycznie umacnia swoją pozycją lidera na trójmiejskim teatralnym podwórku, nie rezygnując przy tym z realizacji „eksperymentalnych” - tyleż ryzykownych od strony komercyjnej, co artystycznie z reguły niezwykle wysmakowanych i wartościowych. Należy docenić odwagę w podejmowaniu takiego ryzyka, bowiem wydaje się to już dziś pewnym elementem nie tyle poszukiwania, co systematycznego budowania nowej tożsamości gdyńskiej sceny.

 

„Kumernis” jest kolejnym spektaklem, umiejętnie rozpisanym na głosy całego zespołu, i zaplanowanym na wielu poziomach, tym trudniejszym dla wykonawców, że całkowicie – z woli reżysera – pozbawionym warstwy muzyczno-instrumentalnej. Agata Duda-Gracz buduje swój teatralny świat ( jest również autorką scenografii i niebanalnych kostiumów) w konwencji metafizycznego misterium, w którym poszczególne, odrębne przypowieści układają się w jeden wielki obraz, na którym postaci drugoplanowe oraz detale i tło są tak samo istotne jak pierwszy plan. To misterium wzbogacone jest o - opracowane w formie cerkiewnych chórów - partie wokalne, rozpisane na wszystkich aktorów. Którzy zresztą – po raz kolejny - radzą sobie warsztatowo świetnie z takim wyzwaniem, nadając całemu spektaklowi nowych barw. Autorka stworzyła im też monumentalną zaplecze scenograficzne w formie nawiązującej do ikonostasu, aby podkreślić parareligijny (elegijny?) kontekst swojego przedstawienia. Jednak paradoksalnie jego przesłanie i treść - wbrew wszelkim zewnętrznym przejawom, odnoszącym się do mistycznych i religijnych przeżyć - bardziej dotyka profanum niż sacrum. Bo jest to spektakl – z autorskiego założenia - opisujący w formie wystylizowanych apokryfów nie relacje człowieka z Bogiem, ale te międzyludzkie, często nacechowane bezsensownym okrucieństwem, bólem, dramatem i niezrozumieniem. To ponury i toksyczny obraz świata męskich katów i ich kobiecych ofiar, w którym role rozpisano w sposób jednoznaczny i nieodwracalny. Odwieczny porządek rzeczy jest bowiem w tym okrutnym świecie niekwestionowany przez nikogo, bo przyjmowany jako coś naturalnego i oczywistego. Jeden z recenzentów przekonywał, że to właśnie ta skrajnie „jednowymiarowa wizja” podzieliła widzów na tych, którzy na stojąco oklaskiwali premierę i tych nieprzekonanych, którzy – jak można się domyślić, zdegustowani - szybko opuszczali salę Teatru Muzycznego. Zgadzam się z diagnozą, że przedstawienie Agaty Dudy-Gracz nie pozostawia nikogo obojętnym, ale ta linia podziału na pewno nie przebiega wyłącznie wokół damsko-męskich relacji. To spektakl kompletny i uniwersalny, stwarzający swoim odbiorcom możliwość praktycznie nieskończonej ilości interpretacji. Nie warto zatem doszukiwać się w nim jednoznacznej wizji świata o ostrych, wyrazistych konturach, bowiem większość ludzkich i „ponadludzkich” spraw rozgrywa się również w „strefie mroku”, w której poruszamy się po omacku.

 

„Kumernis” z jednej strony jest bardzo osobistą, autorską propozycją artystyczną, z drugiej zaś – aktorską kreacją zbiorową,w której zespół Teatru Muzycznego zafunkcjonował jak doskonale przygotowany do swoich zadań mechanizm szwajcarskiego zegarka. I jeśli chciałbym jednak w tej grupowej interpretacji kogoś szczególnie wyróżnić, to tym razem będą to dwie role żeńskie. Z tytułową „Panienką Świętą Kumernis” świetnie poradziła sobie – zarówno wokalnie, jak i aktorsko - występująca gościnnie Magda Kumorek (w Trójmieście wciąż pamiętana jako laureatka Festiwalu „Pamiętajmy o Osieckiej” z sopockiego teatru Atelier”), natomiast wyjątkowo przejmującą, dramatyczną kreacją stworzyła Renia Gosławska jako Panienka Święta Benwenuta, ciężko doświadczana przez los, ojca i narzuconego męża. Tą rolą Gosławska z pewnością udowodniła wszystkim, że nieco deprecjonujące pojęcie „aktor musicalowy”, którego głównym atutem mają być niemal wyłącznie odpowiednie warunki głosowe, to ewidentne nieporozumienie, bowiem aktorstwo – jak każda sztuka – dzieli się po prostu na dobre i złe, niezależnie od etykietek i kategorii.

 

„Kumernis” w moim prywatnym rankingu teatralnym jest jedną z najciekawszych propozycji, jaka się na trójmiejskich scenach w ciągu kilku ostatnich lat pojawiła. Na pewno nie jest jednak musicalem, więc jego obecność w repertuarze Teatru Muzycznego może być nieco myląca dla niezorientowanych widzów. Ale taki zróżnicowany repertuar z pewnością pomoże tylko utrwalić wizerunek sceny poszukującej nie tylko pozycji czysto rozrywkowych, ale i ambitnego teatru autorskiego, wykorzystującego najlepsze tradycje i artystyczną spuściznę nie tylko teatru klasycznego, ale i alternatywnego. A Agata Duda-Gracz udowodniła przy okazji, że jest jedną z najciekawszych osobowości teatralnych nowego pokolenia, twórczo wykorzystując i przetwarzając to bogate dziedzictwo.

 

Wojciech FUŁEK

--------------------

„Kumernis czyli o tym, jak świętej panience broda wyrosła”, premiera 30 października 2015, Teatr Muzyczny w Gdyni, Nowa Scena; scenariusz, reżyseria, scenografia, kostiumy: Agata Duda-Gracz, muzyka: Łukasz Wójcik, ruch sceniczny: Tomasz Wesołowski, obsada: Panienka Święta Kumernis – Magda Kumorek (gościnnie), Mateczka Święta Prakseda – Dorota Kowalewska, Tatuś Święty Izydor – Aleksy Perski, Młodzianek Święty Cyryl – Cezary Łukaszewicz (gościnnie), Panienka Święta Benwenuta – Renia Gosławska, Panienka Święta Ludka – Katarzyna Wojasińska, Młodzianek Święty Albert – Rafał Ostrowski, Mąż Święty Florian – Jerzy Michalski, Mąż Święty Jeremiasz- Marcin Słabowski, Wołek Święty Polny/Warszawiak – Mateusz Deskiewicz, Kurka Święta Podwórkowa/Panienka Przybłęda, Babcia – Marta Kwiatkowska, Kogutek Święty Napłotny/Mieszko z Lasu – Jan Napieralski, Kamień Święty Wołający/Lolek – Wojciech Daniel, Modrzew Nieświęty – Krzysztof Suszek

Wojciech Fułek

"Sopocianin od zawsze i na zawsze"

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież